mieszkam
w mieście
chodzę po ulicach
po których chodzili
powstańcy
hitlerowcy
ubecy
niekoniecznie w tej kolejności
przechodzę obok domu
w którym gabinet miał Bierut a obok jest liceum
chodziłem do przedszkola
tą samą ulicą
którą do pracy chodziła
Krwawa Luna
nieopodal w piwnicach
wciąż widnieją numery cel na drzwiach
na pół pęknięte miasto
do drugiej połowy jedzie się przez most
(to brzmi jakby Świetlicki napisał)
a tam
aleja Szucha
pałac Stalina
trybuna z której sekretarze łaskawie pozdrawiali wiwatujący tłum
„daj spokój, co poradzisz”
mieszkam dalej
na niby
był szczerze zdumiony
to przecież nie mogło być prawdą
jak to się mogło stać
tyle sztandarów
tyle haseł na plakatach
tyle pochodni
tyle wielkich słów
dalekosiężne plany
a kiedy zrywali mu ordery
i strącali mu czapkę z trupią główką
myślał, że to żart
prężył pierś gdy go prowadzili
i zakładali mu linę
to musiało być wszystko na niby
przecież był wierny
dobrze wykonywał rozkazy
i tak bardzo ufał w mądrość
swojego wodza
wilk
zimą po zmroku
widziałem w pustym parku
srebrnego wilka
z jego oczu trysnęło światło
bladoniebieskie i zimne
nie bałem się
on był tak spokojny i silny
i mądry
i dostojny
piękny i dumny
przeszedłem obok niego bez strachu
następnego dnia poszedłem znów do parku
żeby zobaczyć
srebrnego wilka
i zobaczyłem
jak ludzie wyciągają go z pułapki
i ćwiartują na miejscu
ich ubranie było odrażające
twarze głupie i koślawe
włosy brudne i pozlepiane
język knajacki
mięso wilka lśniło w świetle latarni
a serce miał szczerozłote