ESEJ: Nowa Aleksandria – szarość życia w cieniu wizji atomowej zagłady.

Zespół Siekiera to bardzo ciekawe zjawisko, napisano o nim pewnie setki artykułów, wiele recenzji i ciężko powiedzieć w tej sytuacji coś odkrywczego. Co jeszcze mądrego można napisać o tekstach Adamskiego, o zimnej i precyzyjnej muzyce, o niepowtarzalnym klimacie ... Przyjrzyjmy się jednak jak ustrój wpływa na sztukę, jak polityka odciska swoje piętno na działaniach artystycznych. Przykłady oczywiste - takie jak muzyka punk - możemy sobie odpuścić, chodzi mi o coś bardziej ulotnego.

Ludzie wschodu

Wszelkie nowinki docierały z poślizgiem na tę stronę kurtyny. To dawało też pewne szanse artystom, którzy zdecydowali się grać młodzieżową muzykę – fakt, mieli ciężko, ale nie mieli w praktyce zachodniej konkurencji ... Zdobycie zachodniej płyty było wydarzeniem wyjątkowym ... Aż przyszedł moment zupełnie dziwny – lata '80. Na zawsze zapamiętam ten czas jako szarą, ogromną ścianę budynku, na którą się gapiłem przez okno. Patrzenie na nią dawało mi trudną do opisania mieszankę uczuć, jej betonowy monolit, szarość i chłód idealnie pasowały do rzeczywistości. Megalityczny posąg systemu. Brak nadziei, perspektyw, nuda i wizja atomowej apokalipsy. To nie mogło ujść uwadze artystów. Jeśli chcecie zrozumieć tamten czas – proponuję kilka płyt: pierwszą Brygadę Kryzys, "Świnie" Morawski Waglewski Nowicki Hołdys i "Nową Aleksandrię" Siekiery. Co jeszcze? Może Klaus Mitffoch? Ten okres dał nam płyty przedziwne. Tak zimne, industrialne, chropowate a z drugiej strony pełne zadumy i refleksji. Jeśli porównamy je z zimną falą z drugiej strony kurtyny widać wyraźnie, że to zupełnie inny chłód. Tylko po naszej stronie mogło powstać „Jest Bezpiecznie” ...

Zakłady Azotowe "Puławy"

Nie wiem co sprawiło, że Siekiera ewoluowała w stronę zimnej fali, ale dla mnie „Nowa Aleksandria” jest jedną z najlepszych płyt tamtego okresu. Czy życie w cieniu zakładów azotowych mogło być podobną inspiracją jak dla mnie gapienie się w chropowatość i szarość ściany wieżowca? Kto wie …

Pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy widziałem tę okładkę. Kaseta magnetofonowa stała na wystawie sklepiku przy Dworcu Wileńskim. Ludzka głowa, rozrysowana, rozpracowana geometrycznie zapadła mi w pamięć. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co tak naprawdę zawiera ta kaseta … Z muzyką zetknąłem się później. Zobaczyłem kiedyś w telewizji fragment teledysku nagranego w rzeźni. Następnego dnia w szkole okazało się, że mój kolega także to widział. Zapytał mnie:
- a widziałeś wczoraj „szewc zabija szewca”?
- Tak! - odpowiedziałem – ale właściwie o co chodzi?
Nie miałem wtedy pojęcia co widzieliśmy. Aż do lat '90 nie wiedziałem, że „szewc zabija szewca” i rozpracowany geometrycznie człowiek to jedność.

Różne Nowe Aleksandrie

Zgromadziłem aż trzy Nowe Aleksandrie na CD. Wydanie z 1992, 2003 i najbardziej kompletne – z 2012 roku. Wydanie firmy SONIC z 1992 roku zawiera trzy utwory z EPki i graficznie jest udane. Kolory intensywne, dość wierna reprodukcja okładki. Wydanie MTJ z 2003 jest chyba najsłabsze – marchewkowe kolory, biała ramka wokół okładki, słabe brzmienie, brak utworów z EPki. MTJ odkupił grzechy z nawiązką wydaniem z 2012 roku. Gorąco polecam – dwupłytowe wydanie, świetna poligrafia, masa zdjęć, które widzę po raz pierwszy, książeczka z historią (świetnie się to czyta!), nagrania z EPki, archiwalia, nagrania koncertowe... Osobiście urzeka mnie fakt zamieszczenia zdjęć pudełka oryginalnej taśmy-matki. Uwielbiam takie szczegóły. Mogę zobaczyć jak wygląda ta prawdziwa, jedyna „Nowa Aleksandria”. Ponadto pojawił się na drugiej płycie utwór „Serce” - nigdy dotąd nie publikowany. Świetnym pomysłem był wielopanelowy digipack odkrywający kolejne warstwy okładki, najpierw widzimy oryginalną „twarz”, potem mięśnie a na ostatnim obrazku zostają same kości …

YouTube: SERCE

To słowa, To dźwięki, To brzmienie

Postawmy sprawę jasno: wydanie z 2012 roku brzmi najlepiej. Nagranie z oryginalnej taśmy-matki zostało zdigitalizowane 24bit (wg informacji na okładce – 32bit?) / 192kHz z użyciem ProTools HD, Studera A820 i Dolby A. Zdaje się, że to właśnie brak tego ostatniego jest gwoździem do trumny poprzednich wydań CD. Ich brzmienie ma mocną, twardą średnicę i górę i nie da się ich słuchać głośno. Są krzykliwe i rozjaśnione. Wydanie 2012 na ich tle gra zrównoważonym i bardziej dynamicznym dźwiękiem co świadczy o tym, że poprzednie wydania poddawano nadmiernej kompresji. Taśmy były odtwarzane z nieco różną prędkością: wystarczy zrzucić wybrany utwór do komputera, żeby przekonać się, że z każdej płyty otrzymamy innej długości plik. Analiza częstotliwościowa pokazuje podbicie góry na starszych wydaniach. Porównując wydania z różnych lat widać nie tylko zamienione kanały ale chyba nawet odwróconą fazę. Analizując kształt fali można by pomyśleć, że widzimy trzy różne utwory – a oglądamy fragment tego samego utworu z różnych wydań płyty. Różnią się naprawdę radykalnie.

Gdy lecisz stygnie twoje serce

Wszelkie studyjne niedoróbki (niepotrzebne Dolby A na taśmie-matce, zbyt niski poziom zapisu, brak czasu w studio na poprawki) są także znakiem owych czasów permanentnego niedoboru. Patrzę dziś na młodych ludzi ubranych w niezłe ciuchy, którzy chodzą pomiędzy półkami uginającymi się od CD, winyli, odtwarzaczy MP3, smartfonów i są nieco znudzeni. Mnie za rozrywkę wystarczały eksperymenty z magnetofonami, zbieranie kolorowych puszek, oglądanie zachodnich katalogów pełnych niemożliwych do kupienia urządzeń i gapienie się na szary monolit z betonu i zastanawianie się, czy kiedyś będzie inaczej. I tak oto zatoczyliśmy wielkie koło, od ściany, przez klimat końca wieku, wpływ systemu na sztukę, taśmy, przetworniki cyfrowo-analogowe, przemiany ustrojowe aż do betonowej ściany.

Nasze domy obok fabryk

Ja też mieszkałem obok fabryki. Rozebrali ją.

Połonąca Żyrafa 2016