ESEJ: „Dom kominem w dół” – KOBONG



Kobong

Odkrycie

Zupełnie przypadkowo usłyszałem kiedyś w radiowej audycji utwór nowej polskiej grupy – KOBONG. To chyba było w 1995 roku. Członkowie zespołu byli gośćmi audycji, pamiętam nawet utwory, które wówczas wyemitowano – na pewno "PRBDA" i "Rege". To było niesamowite, ciężkie, matematyczne, energetyczne granie. Pobiegłem do sklepu i kupiłem kasetę magnetofonową. Na CD brakowało kasy („kupię trochę później...”). Pamiętam tę pierwszą edycję, była w typowym jewelcase i miała obraz z kasety odwrócony o 90 stopni - poleżała trochę w sklepach i zniknęła. Jak bardzo żałowałem, że kupiłem tylko taśmę. CD już nie było skąd wziąć. Z czasem płyty te stały się rarytasem, rzeczą bardzo niedostępną i pożądaną. Na Allegro ktoś wystawił kiedyś za 999PLN...

Kasetę katowałem wiele razy - precyzyjne energetyczne granie, poetyckie tajemnicze teksty, dramatyczna aura i niezwykle sprawna sekcja rytmiczna sprawiały, że pokochałem tę płytę. Pamiętam dokładnie, że miałem wtedy polski magnetofon M9108. Magnetofon ten miał taką zaletę, że miał bardzo ładne wskaźniki wysterowania i solidną obudowę. Po za tym miał niemal wyłącznie wady. Lato, wakacje, ciasny mały pokój, żółte popołudniowe Słońce wpadające przez okno, „wieża” audio Unitry i kaseta Kobong. Ależ było gorąco i duszno. I głośno.
Bardzo głośno.

Kobong

Jestem cierpliwy

Czy można czekać 23 lata na małe plastikowe kółko? Ja musiałem. Miałem nadzieję, że ktoś wznowi tę genialną i bardzo ważną płytę. Mam podobną nadzieję co do "Dni wiatru" Ścianki. Mijały lata i pojawiały się różne zapowiedzi i nic się nie ukazywało. W międzyczasie odszedł on nas lider grupy, członkowie Kobonga zdążyli założyć grupę Neuma ... Mówiłem sobie "pewnie kiedyś wznowią, poczekam". Czasem wracałem do mojej kasety i przypominałem sobie jaka to jest dobra płyta. I znów myślałem "pewnie kiedyś wznowią ..." Czekałem cierpliwie 23 lata. Nawet nie wiem kiedy minęły, ja pamiętam audycję radiową o premierze płyty jakby była w zeszłym tygodniu.
Już jest.
Mam.

Kobong

Zanim

Trzymam w rękach przedmiot, który miałem kupić „trochę później”. Byłem uczniem szkoły średniej, miałem wakacje, trochę więcej włosów i zdecydowanie cieńsze szkła okularów. Ciężko w to uwierzyć ale nie brałem wówczas żadnych proszków – coś niebywałego ... Płyta wytrzymała ten czas zdecydowanie lepiej i w aktualnej formie jest przepiękna. Podwójny CD w czteropanelowym, satynowym digipacku i nieszablonowym użyciem lakieru wybiórczego. Dodano dwie książeczki z tekstami i ciekawymi zdjęciami koncertowymi z Remontu.

Dodatki i bonusy traktuję zawsze z przymrużeniem oka – często są to wypełniacze i rzeczy nie warte uwagi. NIE TYM RAZEM!!! Nie chcę zaryzykować twierdzenia, że druga płyta jest ważniejsza od tej właściwej bo brzmi to bez sensu ale … jestem tego bliski. Jest to zapis koncertu z klubu „Remont” w 1994 roku. Jakość dźwięku przeszła moja najśmielsze oczekiwania i jestem gotów przyznać, że pod pewnymi względami wolę to brzmienie od materiału studyjnego. To skarb! To zapis niepowtarzalnej, ulotnej chwili, czegoś co już nie wróci i nigdy się nie wydarzy. To jest godzina wydarta z nieubłaganego upływu czasu. Przysiągłbym, że czuć zapach rozgrzanego gitarowego pieca. Spodziewałem się, że będzie to przesterowany, dudniący łomot, okraszony wyciem publiczności, sprzężeniami - co najwyżej ciekawostka. W rzeczywistości to jest złoto. Nagranie na magnetofonie Tascam MSR16 i taśmach Ampex456 jest dziełem ekipy Studia Złota Skała. Wszystkie instrumenty są czytelne, dobitny, pulsujący, sprężysty bas, bębny wręcz hipnotycznie szamańskie, gitary gorące, ciężkie i klarowne, całość kipi młodzieńczą energią i nagrzewa mój wzmacniacz. To nagranie pokazuje zespół w doskonałej formie, to wielka przygniatająca precyzyjna maszyna ale jej misją nie jest hałas sam w sobie – gdzieś w powietrzu unosi niezwykła aura, nic nie jest oczywiste, nic nie jest dopowiedziane.

Kobong

Wielka Płyta

Każdy z nas ma w głowie zapamiętane z przeszłości rzeczy, zdarzenia, dźwięki, zapachy ... które przywołują wspomnienia, przenoszą w czasie, wywołują uśmiech, nostalgię. Np.: pierwsze sekundy tej płyty z miarowo stukającą stopą perkusji i pulsującym basem.
Wtedy wiem, że przede mną godzina gorącego pulsu, łoskotu wielkiej maszynerii tętniącej dzikim życiem, godzina rozgrzanej, kipiącej energii.

Na pytanie:
- jak zestarzał się ten materiał?
prawidłowa odpowiedź brzmi:
- a kto powiedział, że się zestarzał?

Kobong
Płonąca Żyrafa, Warszawa, 2019